Z kart historii

Tam są ludzie

Transkrypcja materiału

TAM SĄ LUDZIE

Usiedliśmy z panem Adamem Skrzypą na ławeczce w centrum Szczuczyna. Siedzimy, rozmawiamy. I choć ławka wspólna, i rynek, i miasto — dużo nas dzieli. Dla niego to wszystko dookoła jest miejscem, które wybrał dla siebie, dla swojej rodziny. I dla rodziny tej rodziny. Mieszka tu już ponad osiemdziesiąt lat, z przerwą na „drogę w kamasze” i nigdy nie próbował stąd uciec. Trochę nie mieści mi się to w wyobrażeniach o bohaterze małych mieścin, kolanami wpychającymi w siebie duszę wyrywającą mu się hen i ponad...

— Takie tam różne myśli do by pędzącego samochodu widać głowy przychodziły, jak się było młody. Ale myśl to co innego. A faktyczność znowu też co innego. Bez takich myśli nijak żyć. Ale po co zaraz wyrywać, lecieć. Tu, w Szczuczynie żyć można myśleć.

— Nigdy nie wybierał się pan na kolej, czy do autobusu, żeby rzucić to wszystko?

— Rzucić? A po co rzucić. Przecież to dobre miasto. Lepsze tera nawet jak wtedy gdym był młody. Tera murowane.

To: dobre miasto — pan Adam powiedział tak, jakby mówił o koniu, albo o pługu. Gdzieś we wnętrzu tego zdania tkwiło pytanie: skoro dobre, to po co uciekać.

— Przez całe lata nic się tu nie zmienia. Jak tak można żyć?

— Ja panie znałem jednego stelmacha, co książki chciał pisać. I nie był ani stelmachem, ani piśmakiem. Żeby pilnował drzewa i młotka to może wyszłoby mu co w życiu. Znałem drugiego co książki czytał! Prezydentem trybunału międzynarodowego w mieście Hadze, w państwie Holandii został. Bohdan Winiarski nazywał. Po co o nich gadam? Bo jak się już jest stelmachem to trzeba nim być. To samo panie z miastami. Jak się jest małym miastem, to trzeba starać się być dobrym małym miastem. Potrzebne nam są dobre, małe miasta. Ja myślę tak: że kiepsko jest, gdy ludzie niczego nie chcą od życia. Ale gorzej, gdy chcą za dużo. Wtedy opuszcza się, niedbałość wielka się robi. Widzi pan tamto chałupę na rogu?

— Tę z dziurawym dachem? Widzę.

— Stamtąd ludzie do Warszawy uciekli. Nie musieli, a uciekli. I co teraz? Ruinacja panie.

— Pewnie przyjeżdżają?

— Gdzie tam, uczone są. O tej chałupie — pan Adam Skrzypa zaczął mówić jakby te dachówkę, porośniętą mchem. Dobre chłopy były, w warsztacie sukna pracowały. Za mojej młodości w każdym mieście jakieś rzemiosło się robiło. W tym był charakter tych miast. W Stawiskach na ten przykład kożuchy robili. Te co dziś naturę przywożą to panie nie warto koło nich podejść. W Jedwabnem — wełniny takie, że paluszki lizać. Znali takie miasto z tego i szanowali.

Z pędzącego samochodu widać pozostające w tyle domki. Wydają się one zapomniane i opuszczone. Miasteczko zachowało klasyczny rysunek — czworokątny rynek, gdzie zbiegają się prostopadle uliczki zbudowane, jak pod sznurek.

MIASTO Z TRADYCJAMI

Miasto otarło się o wielkie sprawy w dziejach naszego kraju. A nawet Europy. Rozsądowi się na pamiątkę wiedeńskiej Wiktorii podkanclerzy litewski Stanisław Szczuka. Musiał w tej wyprawie dobrze się zasłużyć skoro król na nazwisko miasta imieniem Szczuki zezwolił, a nawet wziętych w niewolę pod Wiedniem Turków do pomocy w budowie kościoła przyjął.

Górująca nad miasteczkiem budowla przetrwała wszystkie burze dziejowe. Przetrwały też budynki dawnego klasztoru i szkoły pijarskiej — jednej z najsłynniejszych w ówczesnej Polsce. Ponad 150 młodzieńców z najdalszej okolicy pobierało tu nauki, a wykładali — jakub Falkowski, późniejszy założyciel Instytutu Głuchoniemych w Warszawie, Bronisław Trentowski, przyrodniczy Jakub i Antoni Wągrowiec. Szkołę zamknięto po powstaniu w 1831 roku. W latach 1797–1809 Prusacy tworzyli tu miasto kameralne w obrębie białostockim. Od 1867 do 1915 był Szczuczyn powiatem. Do tej odległej przeszłości też się wraca, to minione z oddali wyglądają dostojnie. Pozwala tym 3,5 tysiąca ludzi wierzyć w siebie.

— Jak pokażą w telewizji wielkie miasto — to Szczuczyn wydaje się jeszcze mniejszy jak jest. Ale jak się pomyśli o tamtej szkole, o tym, że strażacy będą niedługo obchodzić sto lat, że Bogdan Winiarski tu mieszkał — to lżej mówić pani z miejscowej biblioteki.

Strażacy będą obchodzić jubileusz za dwa lata. Miasteczko na przestrzeni stu lat paliło się kilkadziesiąt razy. Dlatego słowo straż — to w Szczuczynie słowo, którego dzieciaki uczą się zaraz po słowach „mama” i „tata”. W 1937 roku biegli tutejsi strażacy do ognia ponad trzydzieści razy. Przed wojną przez trzy dni palił się Kłajna. W „sąsiedztwie” otwarł się budynek, w którym stawiane czyny szczuczyńskich strażaków. Właśnie przy lasku ogrodzie — tak nazwano stary park — dobiega końca remont remizy. Tu będą pokazywać dwa, technikum ogrodnicze. W najbliższym czasie rozpocznie pracę liceum zawodowe przygotowujące kierowców.

— Dużo ludzi, jak na potrzeby gminy, kształcimy — to fakt — mówi I sekretarz KMG PZPR Edward Kruszewski — ale natychmiast zabierają nam ich duże zakłady z Białegostoku, Olsztyna. Kuszą chłopców perspektywą stabilizacji i rozrywki, wysokich zarobków, to jadą. To co my im możemy zaproponować jest w zestawieniu z ofertą tych potentatów skromne. Chłopcy są przygotowani do zawodu solidnie. W domu nauczono ich obowiązkowości. Rzetelność i dyscypliny. Są zatem — w większości — bardzo wartościowymi pracownikami.

W gminie jest 86 gospodarstw specjalistycznych. W tym roku wydano 25 kart. Gospodarstwo Rydzewskiego ze wsi Konieckie uzyskało kryteria ministra rolnictwa. Do Rakowa zaś na dobre wprowadził się specjalista z wojewódzkiego ośrodka postępu rolniczego. Większość gospodarujących tu rolników uprawia kukurydzę. Wprowadza się kwaterowy wypas bydła. Zainstalowali wentylatory do podsuszania siana. Przed rokiem u-prawiano 1820 ton ziemniaków.

Mieszkańcy tej gminy potrafią organizować robotę. W czynach społecznych zrobiono tu w ostatnich kilku latach więcej i jak gdzieś ludzie przez całe dziesięciolecia.

— Jak człowiek widzi, że robota jest pomyślana i potrzebna to ręce same robią. Ale, jak od razu widać że wszystko na od... dłubia to nie chce się robić, choćby ksiądz namawiał — mówi Jan Świrski ze wsi Konieckie.

— W Konieckich to taka robota na drodze zrobili, że inżynierzy za łby się brali. I pytali jak my to zrobilim...?

Wieś Bzury w czynie społecznym remizę. Niedźwiedzickie — klub rolnika, Będkowo swój odcinek drogi do Niedźwiedzickich — już zbudowało. Przodują młodzi, wśród których w gminie jest 500 członków ZSMP.

— Tu będzie basen — wskazują mi spotkania po drodze szczuczynianie — a tam sala sportowa.

— Nie będzie tego za dużo, jak na wasze miasto.

— Albo co, nasze miasto jest małe? Wcale, że nie jest takie małe. Jest w sam raz.

— Ale żeby przydział na taki obiekt zdobyć trzeba było nieźle się starać...

Jest w tych słowach przeczu-
ele czegoś nieodwracalnego.
Czegoś co musiało się stać. I stało się wbrew ludziom. Małe miasteczka, które zapłaciły za rozwój Warszawy, Lublina, Białegostoku, Śląska i Pomorza wszystkim co miały najlepszego. Tożsamością, ludźmi.

Tworzyliśmy sezonowych bohaterów, którzy porywali za sobą tłum niemodnie ubranych chłopców z ubogimi walizeczkami. Taka była potrzeba. Dobre, małe miasta były nam potrzebne wówczas tak samo, jak potrzebne są dziś, ale wówczas zniszczone były podstawy ich bytowania, podstawy pozostające w śląskich kopalniach w hutach, stoczniach. Dziś... jak siebie dziś odnaleźć, gdy odnaleźć się trzeba? Nie można przecież żyć z takimi pretensjami jak ów urzędnik z Łomży, który słuszną uwagę, że dekoracje w mieście z okazji jakiegoś święta są za wielkie spytał: Za wielkie? A widzieliście w Moskwie?

Nie można żyć z pretensjami przerastającymi to co rzeczywiste, materialne. Bo takie życie narażone jest na frustrację, stresy. Na rozbrat z rzeczywistością.

Jak przyjeżdżają różne takie z gazet — przysiadł się do nas pan Stanisław Krzępski — to nic wesołego u nas nie widzą. A odkrywają, że jest kino i sklepy są. I zabytki. To co widać. Albo o fabryczce mydła pisze, że daje się je do takich łazienek, gdzie milionery plecy myją. A jest przecież miasto. I wsie są. A tam ludzie.

Kilkadziesiąt metrów od centrum miasta biegnie trakt z Warszawy na Mazury. Zza szyb obserwowane eksponaty gromadzone przez całe lata, przez wszystkich mieszkańców gminy. Podobno jest ich — tych eksponatów — dwa tysiące, ale tak dokładnie — to nikt nie potrafi powiedzieć ile.

— Najważniejsze, że muzeum wreszcie będzie. Wejdzie do przewodników turystycznych. Turyści po drodze na Mazury zaczną zaglądać...

— A tak nie zaglądają?

— Rzadko, chyba że do restauracji, żeby zjeść...

— Czy nie przeceniacie atrakcyjności?

— Co przeceniacie? — zaperza się mężczyzna, z którym nawiązałem rozmowę w stacji benzynowej — przecież to straż.

Zapomniałem, że straż to tu ogromnie ważne słowo.

DZIEŃ DZISIEJSZY

Ze straży wzięło swój początek życie muzyczne miasteczka. Orkiestry są trzy: strażacka, kapela i orkiestra młodzieżowa. Prowadzi je Jerzy Rzepecki. W Szczuczynie występuje zespół taneczny „Słoneczny krąg”. Jest to zespół, do którego należą absolutni miłośnicy tańca i piosenki. Występują znajomi, sąsiedzi, koledzy z pracy, którzy wieczorem szyją stroje.

Nie zapomina się też o tradycjach szkoły. Chwali się tym co było. I tym co jest. W całym województwie nie ma takiej gminy, gdzie byłoby tyle placówek. Mieszka tu 7.700 osób. Jest zbiorcza szkoła gminna i cztery szkoły średnie: zespół szkół rolniczych w Niećkowie, liceum ogólnokształcące dla pracujących, zasadnicza szkoła zawodowa mechanizacji rolniczej.

— Szczuczyniacy nie muszą. Mamy takiego ministra w Warszawie, który nam wszystko załatwi. Stąd pochodzi.

— Restaurację to taką nam zbudowali, że w samej Łomży takiej nie ma.

— I stadion.

— Stadion to nie on. To my sami. I dom kultury też sami zbudujemy. Stary jest za mały.

Na ten nowy dom mieszkańcy Szczuczyna zebrali już 2.200 tysięcy złotych. Chcieliby zdążyć z tą budową w ciągu dwu lat. Na spotkanie absolwentów szkół szczuczyńskich. Żeby tym, którzy przyjadą pokazać się z jak najlepszej strony. 7.700 mieszkańców w ostatnim czasie wykonało prace wartościowe 15 mln 225 tys. złotych. Ile to wypada na głowę, wliczając starców i niemowlęta?

— Małym miastom jest bardzo trudno. Trzeba mieć odwagę, żeby się o cokolwiek upominać w imieniu żyjących tu ludzi. Bo jak mają się upominać mali, gdy potrzeby mają wielcy?

Wielu stawia problem właśnie w ten sposób. Jest to bardzo sprywatyzowany punkt widzenia. Przecież główne problemy Polski to problemy małych miast. Czy chcemy je widzieć, czy nie — są. W Szczuczynie nie czekają aż im się da — pracują. Przedkładają wyniki swej pracy i stosownie do wkładu tej pracy żądają. Jest to rzetelne i sprawiedliwe. Powinno obowiązywać zawsze i wszędzie. I wszystkich.

ZENON PIECHOCIŃSKI

Nasi partnerzy